Close

Marzec 15, 2016

Konflikt to nasze wspólne dziecko

Pobierz – Prezentacja PDF

5.00 rano. Pobudka. Prysznic, fryzura, ubiór, szybka kawa. 6.00 wyjazd. Wszystko po to, żeby do Katowic dojechać na spokojnie, bez nerwów, na czas. Na co dzień podróżuję bardzo dużo, jednak przed każdym wyjazdem jestem taka trochę zdenerwowana. No więc, odhaczam sobie w głowie wszystko, o czym muszę pamiętać: dokumenty, kluczyki, telefon, notatki, buty, ubranie, coś do jedzenia, coś do picia, no może jakaś muzyka do posłuchania… Z drugiej strony przypominam sobie podstawowe zagadnienia mojego wystąpienia. To jest taki moment, kiedy w spokoju spotykam się sama ze sobą. I w tej ciszy nagle WRZASK i słychać tupot bosych stópek po podłodze. „ŁAAAAA!!! Mama!!! Mama!!! Mama!!! ŁAAAAA!!!”. Leci mój 3-letni synek, łapie mnie za nogę i wyciera swój zasmarkany nos w moje świeżo uprasowane spodnie. I dalej wyje. To nie płacz, to takie wymuszone wycie, jakby kogoś zarzynano. I to jeszcze cisza, w domu, rano, ten dźwięk odbija się od ścian. Wrażenie nie do opisania. Normalnie, tylko tego mi brakowało. I tak czuję w sobie te nerwy, ten stres, zdenerwowanie, złość no i te spodnie i czuję: za chwilę wybuchnę.

„Co się stało?” „Dokąd jedziesz? Dlaczego jedziesz? Mamo, nie jedź”. ”Rybeńko, no, ale mama jedzie przypomnieć ludziom, że warto oddychać.” I tu mój syn natychmiast się uspokaja. Robi taką zawadiacką minę. „No co Ty mama, hoszalałaś? No to, co, to oni nie wiedzą? ”. I tak, jak byłam zdenerwowana, tak mi wszystko opadło. „Wiesz, no wiedzieć wiedzą, tylko czasem chyba zapominają”. Wyobraźcie sobie zmarszczone czoło trzylatka. Widać, jak myśli. „No dobra, to jedź i im powiedz. Tylko szybko wracaj”. Uścisnął, ucałował. „Ja też Cię kocham”. I pobiegł do babci. Popatrzyłam na te swoje spodnie. Dzieci. Jak to dobrze, że przezornie noszę w torbie drugie spodnie.

Zrobiłam taki mały eksperyment i przez tydzień wszystkim osobom, z którymi rozmawiałam, niezależnie od tematu, zadawałam następujące pytania: Skąd się biorą konflikty? Jak się rozwija konflikt? Jak wygląda kwestia odpowiedzialności za konflikt? Oraz jak skutecznie radzić sobie z konfliktem?

No właśnie. Zacznijmy może od początku. Jak poczyna się konflikt i jak się go rozwija?

No więc, do poczęcia konfliktu niezbędne są dwie strony pozostające ze sobą w pewnej interakcji. W ramach tej interakcji dochodzi do swoistej wymiany (załóżmy dla potrzeb tej chwili, że do wymiany zdań). Wymiana tych zdań ukazuje pewną różnicę. Ta różnica może na poziomie nieświadomym, zostać odebrana, jako atak. Taka różnica uruchamia chemiczną reakcję łańcuchową, która niepostrzeżenie powoduje zgęstnienie atmosfery i taką subtelną zmianę zachowań. Robi się nieswojo, trochę dziwnie, chłodno, obco, sztywno, z pewnością mało komfortowo. To uczucie dyskomfortu powoduje poirytowanie, rozdrażnienie, taki stan „chodzącej bomby zegarowej” z radarkiem ustawionym na tą drugą stronę. To wpływa na nasze myślenie. Świat traci kolory, staje się bardziej czarno-biały, bardziej tendencyjny. Teorie spiskowe biorą górę. Zauważamy wszystko, co jest źle. Zauważamy wszystko, co utwierdza nas w naszym przekonaniu. Wszystko interpretujemy w jedyny słuszny sposób: To wszystko jego wina! To on za to odpowiada. To ja jestem ofiarą. I tak nakręcamy się w tej spirali frustracji, irytacji, bezsilności, złości, wściekłości, furii aż dochodzi ta ostatnia kropla, która przelewa czarę goryczy i to wszystko się wylewa, eksploduje…

… i opada. Powraca spokój. Niesmak może pozostać. To jest w większości moment, w którym następuje refleksja, albo i autorefleksja i…

„Przepraszam ma Pani tam literówkę w słowie drażliwość”.

„Słucham??? Co mam? Gdzie mam??? O co Panu chodzi? Coś się Panu nie podoba? Nie no, bo jak się Panu nie podoba, to może Pan wyjść”.

No prostak jeden! No widzicie go. Czego się czepia, no? Za kogo on się uważa? Wszyscy siedzą i słuchają, a on nie może? Nie, no nie, on musiał się czepić. Musiał. Musiał. Ja wiem, o co mu chodzi. On chciał mnie ośmieszyć!… On chciał, żebym ja się zdenerwowała… No i ja się zdenerwowałam. O czym…? Co ja…? Co ja miałam powiedzieć? O czym to ja…? Wybił mnie z rytmu. No i zrobił ze mnie idiotkę na oczach tych wszystkich ludzi. Co sobie ci wszyscy ludzie o mnie pomyślą? Boże Święty i co ja mam teraz zrobić? No nie, no, przecież tak się nie robi… To niesprawiedliwe. No, a miało być tak pięknie, tak? No, i, i, i co? Siedzi tam teraz tak, tak się no, złośliwie się uśmiecha. Ja wiem, o czym on myśli. Wiem, tak. I te jego przymrużone oczka. Ja znam takich jak on. On uważa się za lepszego. On uważa, że wie wszystko najlepiej…

A jeśli miał rację? On ma rację. Tam jest literówka. A ja na niego tak hulnęłam. To ja zrobiłam z siebie idiotkę. I co teraz? No i co ja mam teraz zrobić? No ok., no w gruncie rzeczy, to on mi tylko zwrócił uwagę, tak? No mogłam po prostu… Jasne, jasne, mógł to zrobić później? Mógł. Mógł. No, ale w gruncie rzeczy nic złego nie powiedział. No to, co… to ja mam go teraz przeprosić? Na oczach tych ludzi? Ja? Jego? No jak to tak?

„Przepraszam Pana. Tak, ma Pan rację. Tam jest błąd. Serdecznie dziękuję. Doceniam. Jakbym mogła prosić na przyszłość, takie cenne spostrzeżenia, może będzie Pan przekazywał po zakończonej prezentacji? Tak wychodzi trochę niezręcznie. I chcę przeprosić za swoje zachowanie. Niepotrzebnie się uniosłam. To tak, no ale rozumie Pan, to są nerwy, trochę stresu. Nie gniewa się Pan, prawda? Czy w ramach przeprosin mogę Pana zaprosić na kawę w czasie przerwy?”

Kto jest odpowiedzialny za poczęcie konfliktu? A kto jest odpowiedzialny za poczęcie dziecka?

Kto jest odpowiedzialny za to, że niemowlak płacze, gdy jest głodny lub chce się przytulić, że dwulatek się denerwuje, gdy coś mu nie wychodzi, że czterolatek testuje granice, żeby sprawdzić, że wczorajsze zasady obowiązują również dziś, że sześciolatek się stawia, bo może? Kto jest odpowiedzialny za to, że dziecko w sklepie rzuca się na podłogę i wrzeszczy w niebogłosy, że reaguje nieadekwatnie do sytuacji, że albo wpada w panikę albo w histerię i to totalnie bez logicznej przyczyny? Kto jest odpowiedzialny za to, że autorytety rodziców w którymś momencie upadają w oczach dziecka, że nastolatki mają swoje zdanie, że mówią innym językiem, słuchają innej muzyki, że ubierają się jak chcą, bo w ten sposób wypełniają swoją potrzebę wyrażania siebie…?

A może to nie są odpowiednie pytania. Być może odpowiednim pytaniem jest: Kto bierze pełną odpowiedzialność za swoje zachowanie w odpowiedzi na zachowanie dziecka?

Jak to zrobić?

Położna mówi: „Oddychaj. Nie krzycz. Oddychaj. Jeszcze trochę. Oddychaj. Wytrzymaj, to minie. Oddychaj”.

Zaklinacz niemowląt, mówi: „płacz to jedyny, skuteczny i znany dziecku sposób komunikowania swoich potrzeb. No jak inaczej ma zwrócić na siebie uwagę? No, słuchaj uważnie. Naucz się rozróżniać te rodzaje płaczu i będziesz wiedział , jaka jest jego przyczyna”.

Superniania mówi, że napady złości i agresji u dzieci wynikają z nieumiejętności przez nie rozumienia emocji. No to jest dla nich jeszcze za dużo. Opanuj wtedy siebie. Pomyśl logicznie. Działaj metodycznie. Zapytaj. Wysłuchaj. Wytłumacz. Ustal zasady, ułatw wybory, dostosuj swoje wymagania do możliwości dziecka i bądź konsekwentny. Zastanów się, z czego wynika takie zachowanie?

Ja tu dodam jeszcze jedno: Nie traktuj tych zachowań z automatu, jako zwróconych przeciwko Tobie. Zrozum, świat nie kręci się wokół Ciebie. Większość ludzi, w tym i Twoje dziecko koncentruje się na sobie, nie na Tobie… Pogódź się z tym. Zaakceptuj ten fakt. Będzie Ci łatwiej. I nagle emocje opadną. Komunikacja stanie się łatwiejsza.

Jak to ma się do konfliktów? No, Pomyślmy…

Te subtelne zmiany w ciele, kiedy coś się dzieje, to budzące się emocje towarzyszące narodzinom konfliktu. Coś zaczyna się zmieniać. Oddychaj.

Co się zmieniło? Co teraz czujesz? Jakie masz odczucia? Nazwij je. Każda taka zmiana to sygnał, niczym płacz niemowlaka. Jeśli odpowiednio je rozpoznasz, odpowiednio je nazwiesz, będzie dla Ciebie oczywiste, co należy zrobić i Twój niemowlak przestanie płakać.

Jeśli ich nie nazwiesz, konflikt rozwinie się dalej. Wpłynie na Twoje samopoczucie. Spowoduje rozdrażnienie. Będziesz niczym parolatek, który nie rozumie i nie radzi sobie z tym, co czuje. Więc chodzi i się miota i szuka zaczepki. Oddychaj. Jakie jest pochodzenie szargających Tobą emocji? Nazwij je.

Jeśli ich nie nazwiesz, konflikt wpłynie na Twój wewnętrzny monolog. Sprawi, że niczym kilkulatek, stworzysz swoje wersje rzeczywistości. To da Ci złudzenie, że rozumiesz sytuację, że masz nad nią kontrolę. Oddychaj. Co konflikt chce Ci pokazać? Na co chce zwrócić Twoją uwagę? Pomyśl, co jest faktem, a co Ci się tylko wydaje. Przyjrzyj się swoim myślom. Nazwij je.

Jeśli ich nie nazwiesz, konflikt wejdzie w stadium nastolatka. Wciągnie Cię w spiralę oskarżeń, takiego stereotypowego wartościowania, a to Cię tylko rozjuszy. Oddychaj.

Jaka niezaspokojona potrzeba się w Tobie odezwała? Co tak bardzo Cię ruszyło? Przyjrzyj się swoim zachowaniom. Nazwij je.

Jeśli ich nie nazwiesz… no cóż, wszystko wtedy jest możliwe… tylko nie Ty wtedy masz konflikt, a konflikt ma Ciebie… pod kontrolą.

Tak na marginesie, ciekawe, co z niego wtedy wyrośnie…

Dzieci i konflikty rozwijają się i dorastają, na tyle, na ile damy im szansę. Jeżeli zdamy sobie sprawę z naszej odpowiedzialności za nie. Jeśli zrozumiemy, na jakim poziomie jesteśmy odpowiedzialni za ich wychowanie. Jeśli tego nie zrobimy, no to one sprawią, że będzie się nam żyło średnio przyjemnie. Jednakże one mogą sprawić, że nasze życie będzie piękne. To tylko od nas zależy. To jest tylko nasz wybór.

Wpływ mamy na siebie, na swoje zachowanie, swoje odczucia i myśli. To je możemy kontrolować, to je możemy zmieniać. Za to warto brać pełną odpowiedzialność.

Świadomość swoich zachowań, swoich emocji, wpływu, jaki mam na otaczający mnie świat, umiejętność zrozumienia, że czasem popełniam błędy, wyciągania wniosków z tych błędów – to są właśnie klucze do sukcesu. To dlatego przepracowane konflikty są tak wspaniałe! Bo to one dają szansę na lepsze poznanie siebie, na lepsze poznanie innych ludzi, na zbudowanie z nimi głębszych relacji, na zdobycie nowych umiejętności, i co najważniejsze, co tak naprawdę jest dla nas ważne.

Konflikt nie jest sierotą. Konflikt to nasze wspólne dziecko.

I teraz, popatrz na swój konflikt. W jakim jest wieku? Dopasuj się do jego poziomu. Uśmiechnij się. „Już wiem, co chciałeś żebym zobaczyła, usłyszała i poczuła. Już teraz naprawdę wiem i naprawdę rozumiem i bardzo Ci za to dziękuje.” Po czym weź go za rękę i… pamiętaj: Oddychaj głęboko aż do miejsca, skąd biorą się dzieci i nazwij to, co teraz czujesz.


Chcesz porozmawiać o wystąpieniu na Twoim wydarzeniu?

Chcesz zorganizować szkolenie lub warsztat w Twoim zespole?

Chcesz umówić się na coaching?

ROZMOWA



Chcesz być zawsze na bieżąco z nowymi wpisami na blogu, wydarzeniami, publikacjami, szkoleniami i wystąpieniami?

Zostaw swój mail. O resztę zadbam ja.



Na naszych stronach internetowych stosujemy pliki cookies. Korzystając z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies zgodnie z Polityką prywatności. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close